MLM – podchodzi pod sektę? cz. 2

Koleżanka opowiedziała mi o spotkaniach “po dniu pracy” i o dziwnych rzeczach, które tam robią. Podobno szef kazał im się zachowywać jak dzieci w przedszkolu i gadać dziwnym językiem, żeby “uspokoić emocje po dniu pracy”. Jeśli dana osoba osiągnęła większą sprzedaż danego dnia niż zakładali w firmie, uzyskiwała coś o nazwie “dzwonek”, wtedy to wszyscy zgromadzeni na zebraniu pracownicy musieli dwa razy klasnąć dłońmi w kolana, a raz klasnąć nad głową. Dziwnie? To jednak nie jest najgorsze. Całe te ich meetingi to było opowiadanie o różowych słoniach i niebieskich migdałach, obiecywanie bogactwa i przedstawianie go na żywych przykładach z Ameryki i zdjęciach ludzi w nowych Mercedesach, BMW i Porsche. Opowiadała o tym, jak sama uwierzyła w to co mówią i zapatrzona w swoje “guru” zwanego inaczej “trenerem” spijała słowa z jego ust widząc siebie pędzącą 350kph w nowej furze, wracająć z pracy do swojej willi z basenem. Mało tego, była o krok od zaciągnięcia bardzo wysokiego kredytu, który przecież mogła bez problemu spłacić, wnioskując po tym co opowiedział jej szef. Po czasie jak zaczęła dostrzegać co naprawdę się tam wyrabia, zobaczyła ludzi, którzy jak Zombie idą w kierunku ludzi i wierzą w całą tą sielankę, obiecaną przez firmę.. Oczywiście, dane przedstawicielstwo musiało awansować jedną na dziesięć tysięcy osób, żeby dać przykład, że się da i że to możliwe, jednak tamta osoba prędzej czy później znikała z życia firmy..

Sztuczki MLM

“Dzień dobry, ma Pan może rozmienić sto złotych na pół? A przy okazji dziś mam promocję dla osób, posiadających niebieskie oczy…” najprostszy sposób, żeby zagaić do siebie klienta na ulicy. Niby dwa proste zdania, a ileż potęgi w sobie zawierają. Człowiek z chęci pomocy oferuje drugiemu rozmienienie pieniędzy, ale w ten sposób osoba sprzedająca coś na ulicy wcale nie zamierza rozmieniać swojej “stówki”. To najlepszy sposób, żeby poznać zawartość portfela przyszłego kontrahenta, otwierając się na rozmienienie pieniędzy dajemy do zrozumienia, że posiadamy w portfelu więcej niż pięćdziesiąt złotych, w dodatku nie będziemy mogli wykręcić się, że nie mamy drobnych i musimy skoczyć do bankomatu. Zdanie o promocji dla niebieskich oczu, jest też formą manipulacji. Przeciętny człowiek lubi jak ktoś docenia jego urodę, jeśli ktoś dostrzeże, że mamy niebieskie oczy czujemy się wyjątkowi i mamy wrażenie, że jest to jeden z naszych lepszych atutów, dlatego zostajemy poddani manipulacji. “Na te perfumy jest promocja do jutra w Rossmanie.” Zdanie to zawiera bardzo duży przekaz podprogowy. Po pierwsze każdy zna firmę Rossman i większość ludzi darzy ją zaufaniem. Powoduje to, że myślimy, że dany sprzedawca może faktycznie być przedstawicielem Rossmana, a przecież skoro jest w promocji, to nie będę specjalnie biegać do galerii i kupię perfum tu i teraz. “Proszę to jest dla Pana prezent..” tak.. To jest dla Pana prezent, dostajemy do ręki fiolkę perfum w prezencie, jednak w ramach wdzięczności za przecież darmową niespodziankę możemy wysłuchać co ładna Pani z perfumami ma nam do powiedzenia. Jednak kiedy spróbujesz odejść, okaże się, że prezent dostajemy tylko wtedy, gdy zakupimy inne perfumy za 50zł.

Marketing wielopoziomowy – podchodzi pod sektę?

Pewnego dnia jedna z moich bliskich koleżanek (takich z którymi widziałem się codziennie) postanowiła przedstawić nam (mnie i naszym znajomym) swojego nowego chłopaka. Od początku coś mi w nim nie pasowało, ona zafascynowana po same uszy jego rozmowami o pracy w nowej firmie, w której to rzekomo ma osiągnąć niesamowity sukces zarobkowy, a za kilka miesięcy obiecał przyjechać po nią nowym Mercedesem, bo przecież u niego w firmie wszyscy tak robią. Po wszystkich jego podejrzanie pachnących gadkach zainteresowałem się w końcu tym, co on właściwie robi. Szybko mi opowiedział wykutych na pamięć gadek odnośnie zarabiania wielopoziomowego, szybkości awansu i pewnej inwestycji w jakiś “starter”.. Po wielu pięknych słowach delikatnie zasugerował mi, że od kilku miesięcy sprzedaje na ulicy zbawienne kosmetyki, produkty czystości i niezawodne wybielacze do zębów. Argumentem ku temu, że akurat on na pewno na tym zarobi miliony złotych było “no pomyśl! Przecież każdy w domu potrzebuje płynu do mycia podłogi, a ja im to dam!”, mówił tak jakby na świecie nie istniała żadna inna drogeria. Minęło już troche czasu i koleżanka rozstała się z chłopakiem. Postanowiłem porozmawiać z nią o tym, co właściwie działo się w tej firmie i jak to wszystko działa, opowiedziała mi wtedy naprawdę niesamowite rzeczy i doszedłęm do wniosku, że to nic innego jak czysta manipulacja prostym ludem.

Marketing wielopoziomowy, co to właściwie jest?

Większość osób słysząc słowa “Marketing wielopoziomowy” wyobraża sobie zapewnie jedno z kolejnych wymysłów naszego wieku i nie chce zagłębiać się w temat dalej. Myślę jednak, że warto trochę rzucić okiem na temat, żeby przynajmniej nie dać się oszukać, albo żeby wiedzieć co dobre. Przede wszystkim, najniższy poziom, tej wielopoziomowości to sprzedawcy. Oni zajmują się sprzedażą bezpośrednią, najczęściej poprzez umawianie się z klientem, lub znajdowaniem nowych kontrahentów na ulicy. Z nimi możemy mieć najwięcej styczności i na pewno każdy z nas kiedyś miał do czynienia z próbą sprzedaży perfum na ulicy. Sprzedawcy ci jednak, są nimi tylko na chwilę. Ich drugie zadanie to werbowanie nowych członków. Dzięki temu, że namówią jakąś osobę do pracy dla danej firmy mają jakiś procent z pieniędzy tego nowego członka drabiny. Sprzedawcy mogą awansować na przykład na trenerów, wtedy to zajmują się już tylko szukaniem nowych pracowników i w zasadzie przekazując najprostsze informacje dostają dużą część (zazwyczaj około 12%) z zarobków tejże osoby. Tak sytuacja ciągnie się jeszcze przez pare osób i kiedy w końcu wchodzi się na najwyższy jej szczebel, dostaje się około 40% pieniędzy zarobionych przez ludzi “pod nami”. Przykładowe perfumy sprzedawane na ulicy kosztują około trzydziestu złotych. W takim razie, odliczając wszystkich uczestników tej drabiny, warte u producenta są około 6zł. Wychodzi na to, że kupowanie na ulicy perfumy “z promocji” to wpięcie się na najniższy szczebel, zwany konsument i wyrzucenie naprawdę dużej liczby pieniędzy w błoto.